Stałem w miejscu, a świat odjeżdżał. Wiesz, co mnie trzymało?
Każdy z nas ma taki moment w życiu, zamrożoną klatkę z filmu, w której stoi na peronie, a pociąg z napisem „Zmiana” właśnie odjeżdża.
Mój pociąg odjechał beze mnie wiele lat temu, gdy po raz pierwszy pomyślałem o założeniu własnej praktyki.
W głowie miałem gotowy plan, w sercu pasję, a w nogach… beton.
Dziś, po latach pracy z setkami liderów, terapeutów i osób na życiowym zakręcie, wiem, że ten beton nie był mój. Był odziedziczony.
Niewidzialne ściany, które budują inni 🧱
Pamiętam niedzielne obiady u babci.
Zawsze powtarzała: „Adaś, najważniejsza jest stabilna praca na etacie, reszta to fanaberie”.
Mówiła to z miłości i troski, przekazując mi swój własny lęk – lęk pokolenia, które ceniło przewidywalność ponad wszystko.
Te słowa, wypowiadane z czułością, stały się niewidzialnymi ścianami mojego mentalnego więzienia.
Gdy myślałem o własnej firmie, słyszałem jej głos: „A co, jeśli się nie uda? Zostaniesz z niczym”.
Wielu z nas żyje według scenariuszy napisanych przez naszych rodziców, dziadków, a nawet nauczycieli.
Nie zdajemy sobie sprawy, że lęk przed zmianą, który nas paraliżuje, to często echo ich lęków.
Nie boimy się zmiany jako takiej.
Boimy się naruszyć rodzinne tabu, zawieść oczekiwania, wyjść z roli, którą nam przypisano.
Dopiero uświadomienie sobie, że żyję cudzym przekonaniem, pozwoliło mi wziąć młot i zacząć kruszyć ten mur.
Cegła po cegle.
Twój mózg nie jest leniwy. On jest genialnym strategiem 🧠
Przez lata myślałem, że odkładanie kluczowych decyzji to moje lenistwo albo brak dyscypliny.
Dziś wiem, że moja psychika po prostu oszczędzała energię.
Wyobraź sobie swój umysł jak dyrektora finansowego w wielkiej korporacji.
Jego głównym zadaniem jest optymalizacja budżetu energetycznego.
Każda zmiana – nowa praca, przeprowadzka, a nawet zmiana nawyku – to ogromna inwestycja energetyczna.
To jak uruchomienie nowego, kosztownego projektu.
Gdy jesteś już przeciążony codziennymi zadaniami, remontem, problemami w pracy, Twój wewnętrzny dyrektor mówi: „Stop. Nie mamy na to zasobów”.
Wtedy pojawia się lęk.
Nie jest on wrogiem. Jest sygnałem z centrali: „Przeciążenie systemu. Zmniejsz obciążenie albo odłóż nowy projekt”.
Kiedy to zrozumiałem, przestałem ze sobą walczyć.
Zacząłem negocjować.
Pytałem siebie: „OK, rozumiem, że to duży wysiłek.
Co możemy odpuścić, żeby zrobić na to miejsce?
Gdzie możemy znaleźć dodatkowe zasoby (sen, odpoczynek, wsparcie), żeby ten projekt był w ogóle możliwy?”.
To zmienia wszystko. Zamiast biczować się za „lenistwo”, zaczynasz mądrze zarządzać swoją wewnętrzną energią.
Odpoczynek na zdobytym szczycie 🏔️
Był taki moment po wydaniu jednej z moich książek.
Pracowałem nad nią dwa lata.
Była celem, marzeniem, Mount Everestem.
Gdy w końcu się ukazała, poczułem ulgę, radość, ale przede wszystkim… pustkę.
Wtedy właśnie pojawiła się propozycja nowego, ekscytującego projektu.
Wszyscy mówili: „Kuj żelazo, póki gorące!”.
A ja czułem totalny opór.
Nie chciałem niczego nowego. Chciałem po prostu być.
Chciałem usiąść na tym zdobytym szczycie i nacieszyć się widokiem.
Poczuć wiatr, zobaczyć drogę, którą przebyłem, zintegrować to doświadczenie.
Nasza kultura pcha nas do ciągłego zdobywania.
Jeden szczyt, a już na horyzoncie widać kolejny, wyższy.
Nie dajemy sobie czasu na celebrację, na wdzięczność, na nasycenie się sukcesem.
Czasem opór przed zmianą to nie lęk.
To mądrość naszej psychiki, która mówi:
„Zatrzymaj się. Zobacz, co osiągnąłeś. Pozwól sobie na chwilę spokoju, zanim ruszysz dalej”.
To nie stagnacja. To regeneracja i integracja. Niezbędny etap, by kolejna wspinaczka była możliwa.
Strach przed pustym audytorium 🎭
Decyzja o starcie pierwszej edycji Szkoły Terapii i Coachingu CVP była jedną z najtrudniejszych w moim życiu.
Ale lęk, który mnie paraliżował, nie dotyczył samej zmiany.
Nie bałem się, że będę musiał więcej pracować czy przygotować nowy materiał.
Bałem się czegoś innego.
W mojej głowie wyświetlał się jeden, przerażający obraz: pusta sala.
Ja, stojący na środku, gotowy, by dzielić się wiedzą, i cisza.
Brak zapisów, brak zainteresowania.
To nie był lęk przed zmianą. To był lęk przed brakiem efektu.
Wielu z nas nie boi się procesu zmiany, ale katastroficznej wizji jej rezultatu.
Pracujemy wtedy nie z lękiem przed zmianą, ale z lękiem przed konkretnym, wyobrażonym scenariuszem porażki.
Kluczem jest uświadomienie sobie, że ten film w naszej głowie to tylko jedna z możliwych wersji przyszłości.
Możemy go zatrzymać i zacząć świadomie pisać nowy scenariusz.
Kim będę, gdy przestanę być… sobą? 🧭
To jest najgłębszy poziom oporu, alfa i omega psychiki.
Pracowałem kiedyś z prezesem dużej firmy, który mimo sukcesów był głęboko nieszczęśliwy.
Wiedział, że musi stać się bardziej asertywny, przestać pozwalać wchodzić sobie na głowę.
Gdy zapytałem, co go blokuje, odpowiedział po długiej chwili milczenia:
„Od lat budowałem wizerunek siebie jako człowieka cierpliwego, spokojnego, takiego, który zawsze wysłucha.
Wszyscy mnie za to cenią.
Jeśli zacznę stawiać granice, przerywać, być stanowczy… to kim ja wtedy będę?”.
On nie bał się nowej umiejętności.
On bał się utraty tożsamości.
Bał się, że straci wartość w oczach swoich i innych.
Zmiana często wymaga od nas rezygnacji z obrazu siebie, który pielęgnowaliśmy przez lata.
Nawet jeśli ten obraz jest dla nas destrukcyjny.
To jak zrzucenie starej, ale dobrze znanej skóry.
Proces jest bolesny i zostawia nas na chwilę nagich i bezbronnych.
Prawdziwa transformacja zaczyna się, gdy rozumiemy, że nie jesteśmy sumą naszych ról, wizerunków i strategii przetrwania.
Nasza wartość jest bezwarunkowa.
I dopiero z tego miejsca możemy świadomie wybrać, kim chcemy się stawać.
Od lęku do mocy – gdzie jest przełącznik? 💡
Przez lata szukałem w sobie magicznego przełącznika, który raz na zawsze wyłączy lęk.
Dziś wiem, że taki przełącznik nie istnieje.
Lęk przed zmianą nie jest błędem w systemie.
To wbudowany kompas, który pokazuje nam miejsca, gdzie zamroziliśmy nasze przekonania, gdzie brakuje nam energii, gdzie potrzebujemy odpocząć lub gdzie nasza tożsamość jest zagrożona.
Nie chodzi o to, by go ignorować i pędzić na oślep.
Chodzi o to, by nauczyć się czytać jego sygnały.
Zrozumieć, co tak naprawdę próbuje nam powiedzieć.
Gdy zaczynamy go słuchać z ciekawością, a nie z oporem, lęk przestaje być paraliżującą siłą, a staje się źródłem niezwykłej wiedzy o nas samych.
Staje się zaproszeniem do głębszej, bardziej świadomej zmiany.
A Ciebie, co tak naprawdę zatrzymuje?
Który z tych mechanizmów jest Ci najbliższy?
Podziel się swoją refleksją w komentarzu – stwórzmy tu przestrzeń do mądrej wymiany.
Jeśli ten temat z Tobą rezonuje i chcesz głębiej zrozumieć mechanizmy, które blokują nas przed zmianą, zapraszam Cię do wysłuchania mojego najnowszego podcastu, w którym rozkładam ten temat na czynniki pierwsze.
➡️ POSŁUCHAJ PODCASTU TUTAJ – https://supporters.pl/podcast
Polub i udostępnij ten tekst, jeśli uważasz, że ktoś z Twoich znajomych może go potrzebować.
Czasem jedno zdanie potrafi odblokować nas na lata.


