Co wiedzą ludzie sukcesu, czego Ty jeszcze nie wiesz?

Kasia miała dobrą pracę, naprawdę dobrą. Pracowała w dużej agencji reklamowej, zarządzała projektami i znała branżę od podszewki. Klienci ją cenili, zespół lubił, szefostwo widziało w niej kogoś, na kim można polegać. I wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że od dłuższego czasu miała wrażenie, jakby stała z boku i oglądała czyjeś życie w zwolnionym tempie, jak w filmie. Dobrze wypadała w roli, ale nie miała już ochoty wracać na plan.

– „Zazdroszczę tym, co mieli odwagę odejść” – powiedziała kiedyś podczas naszej rozmowy. – „Ale ja? Ja nie jestem tym typem. Nie mam układów, nie mam pomysłu, jestem za stara na kombinowanie”.

Zapytałam: A jakim typem trzeba być, żeby sobie na to pozwolić?

Wzruszyła ramionami. – „No takim, wiesz… co ma luz, znajomości, pieniądze z domu. Coś im się zawsze udaje”. Zamilkła. – „Nie jak ja”.

I to był ten moment. Moment, w którym zaczyna się najważniejsza rozmowa – nie o biznesie, nie o karierze, tylko o tym, w co wierzymy, że nam wolno.

W Polsce niechętnie rozmawiamy o sukcesie. Jeśli ktoś ma pieniądze – to pewnie odziedziczył, oszukał, „znał kogo trzeba”. Rzadko kiedy zakładamy, że można dojść tam, gdzie chcemy – uczciwie, pracując mądrze, od zera. A jednak są tacy ludzie.

Weźmy na przykład Joannę Przetakiewicz. Na początku swojej drogi zawodowej nie miała żadnych znajomości, bez zaplecza biznesowego, swoją pierwszą firmę otworzyła będąc studentką prawa. Później założyła dom mody La Mania, stworzyła ruch społeczny „Era Nowych Kobiet”, prowadzi własne marki i inwestycje. Nie miała gwarancji. Miała pomysł, odwagę i… sposób myślenia, który mówił: „dam sobie radę, zasługuję na wszystko co najlepsze”.

Z badań prof. Carol Dweck (Stanford University) wynika, że najważniejszym czynnikiem różnicującym ludzi sukcesu nie jest IQ, pochodzenie czy nawet talent. Jest nim mindset – czyli nastawienie do własnych możliwości. Osoby z tzw. „fixed mindset” wierzą, że są jakie są, i niewiele mogą zmienić. Sukcesy innych ich przytłaczają. Porównują się i rezygnują. Osoby z „growth mindset” traktują wyzwania jak dane do przetworzenia. Popełniają błędy, ale się uczą. A przede wszystkim – nie zamykają się na to, co nowe. Wiedzą, że sposób myślenia można kształtować tak samo, jak mięśnie.

Ale zanim mindset się zmieni, trzeba się zderzyć z czymś jeszcze: autosabotażem.

To on sprawia, że odpuszczasz szansę, choć tak bardzo chciałeś spróbować. To on każe Ci „czekać na odpowiedni moment” przez całe lata. W psychologii mówi się o poznawczym unikaniu – to mechanizm, który chroni nas przed emocjonalnym dyskomfortem. Nie próbujesz, bo boisz się porażki. Unikasz decyzji, bo boisz się ich konsekwencji. Mówisz „nie mam pomysłu”, choć tak naprawdę boisz się, że to, co wymyślisz, okaże się niewystarczające.

Do tego dochodzi syndrom oszusta. Znany, szczególnie wśród ludzi wykształconych, ambitnych, zdolnych. To poczucie, że niezależnie od osiągnięć – „nie zasługuję na to”. Że wszystko zawdzięczasz szczęściu, przypadkowi, temu, że „akurat się udało”. Kiedy taki schemat siedzi głęboko w głowie, to nic dziwnego, że chcesz się rozwijać, ale… nie potrafisz uwierzyć, że możesz coś zbudować od siebie. Bez zasłaniania się tytułem, firmą, strukturą.

To właśnie dlatego kluczowym krokiem w pracy z mindsetem nie jest działanie samo w sobie. Jest nim konfrontacja z tym, co Cię zatrzymuje – wewnętrznie. Jak mówi dr Brené Brown: „Nie możesz odważnie tworzyć, jeśli wciąż boisz się, że jesteś niewystarczający”.

Wróćmy do Kasi. Kiedy usłyszała o tych badaniach, powiedziała: „No dobra, ale to chyba trzeba mieć taki mindset z domu, co? Ja słyszałam raczej, żeby nie ryzykować. Żeby mieć papier, etat i się nie wychylać”.

I właśnie dlatego ta zmiana zaczęła się u niej nie od „działania” – tylko od odkrycia, że jej sposób myślenia nie jest faktem. Jest historią.

Psychologowie poznawczy od lat udowadniają, że nasze przekonania działają jak filtry. Kiedy wierzysz, że coś jest poza Twoim zasięgiem – nawet nie zobaczysz, że masz okazję. To nie świat Cię blokuje. To Twoje wewnętrzne „to nie dla mnie”.

Kasia przez miesiąc notowała wszystkie sytuacje, w których czuła, że coś ją powstrzymuje. Potem spisywała myśli, które się wtedy pojawiały. Wyszło z tego całe portfolio autosabotażu: „Nie mam głowy do biznesu”, „Nie mam kontaktów”, „Nie jestem z tej bajki”. To wszystko były przekonania. Nieprawdy – tylko powtarzane wystarczająco długo, by brzmiały jak prawda.

Zmiana zaczęła się wtedy, gdy zaczęła te myśli kwestionować. Nie walczyć z nimi. Po prostu je sprawdzać. Dziś Kasia nie rzuciła pracy z dnia na dzień. Ale zaczęła budować coś swojego. Robi warsztaty kreatywne dla kobiet, testuje swój model edukacyjny. Spotyka ludzi spoza bańki. Uczy się inwestowania. I, jak sama mówi: pierwszy raz od lat nie zastanawiam się, co wypada, tylko czego chcę spróbować.

To nie była magiczna przemiana. To była decyzja: przestać wierzyć we wszystko, co do tej pory o sobie słyszała.

Mindset to nie slogan. To sedno. To różnica między ludźmi, którzy podejmują decyzje, a tymi, którzy wiecznie czekają na odpowiedni moment. Między tymi, którzy budują życie na własnych warunkach, a tymi, którzy tylko się do nich dostosowują. I nie, nie musisz być milionerem. Ale możesz przestać myśleć jak ktoś, kto z góry zakłada, że „nie ten czas, nie ta osoba, nie to miejsce”.

Bo czasem największy luksus to nie wolność finansowa. Tylko wolność myślenia.

Może kolejny?

Bycie smutnym jest ok.

Odruchową reakcją i przejawem ludzkiej empatii jest współodczuwanie. W szczególności gdy ktoś jest smutny lub płacze. Jest to atawistyczny odruch, który ma nas

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *