Mentalna Garda - Spokój, który budzi respekt - Centrum Terapii Supporters.pl

Mentalna Garda – Spokój, który budzi respekt

Zmęczenie, którego nie uleczysz snem

Zacznijmy od tego, na ile to co opisze poniżej jest Ci znajome.

Budzisz się rano. Otwierasz oczy i od razu czujesz znajomy ciężar w klatce piersiowej. Za oknem dopiero wstaje dzień, a Ty już marzysz o wieczorze, a w głowie przelatują Ci potencjalne wymówki, dzięki którym możesz zostać w łóżku. W końcu udaje Ci się podnieść, zaczynasz dzień z automatu, bez entuzjazmu, ale z gotowym ładunkiem niezidentyfikowanego przeciążenia. Czujesz, że to nie jest zwykłe zmęczenie po trudnym tygodniu w pracy. Tego stanu nie uleczy osiem godzin snu ani nawet długi urlop, bo świeżym plastrem nie zszyjesz otwartej rany, która wymaga zszycia.

Większość ludzi wokół funkcjonuje poprawnie. Wstają na czas, odwożą dzieci do szkoły, odpowiadają na setki maili i pilnują terminów. Z boku wszystko wygląda idealnie. Poukładane życie. Jednak w środku noszą permanentną gotowość do ataku. Jeśli jest Ci to bliskie, to wiedz, że Twój organizm bez przerwy działa w trybie alarmowym. Kiedy ktoś narusza Twoją przestrzeń, ciało natychmiast sztywnieje. Czasami to nastawienie widać już z daleka – w ekspresji ciała, w emanującej energii.

W takich momentach popełniamy klasyczny błąd. Szukamy nowej motywacji. Kupujemy kolejne poradniki o pozytywnym myśleniu, czytamy hasła o ludziach sukcesu i próbujemy biec jeszcze szybciej. Narzucamy sobie nowe obowiązki.

Będąc w tym momencie, myślisz, że problem tkwi w braku dyscypliny, a to błąd. Problem leży znacznie głębiej. Twój układ nerwowy po prostu płonie, bo tracisz kontakt z własnym rytmem. Przez lata uczyłaś się żyć w ciągłym przeciążeniu. Organizm przestał odróżniać realne niebezpieczeństwo od zwykłego profesjonalnego powiadomienia w telefonie. Nie zbudujesz spokojnego życia na fundamencie ciągłego alarmu.

Walka z niewidzialnym wrogiem

Tak też kiedyś wyglądało moje życie – tygodniami, miesiącami, a nawet latami. Dziesiątki różnych sposobów, kurów, mentoringów i dalej wracałem do punktu wyjścia.

Mój przełom w końcu  nadszedł, i to  nagle. Pamiętam, jak obudziłem się około trzeciej czy czwartej nad ranem. W pokoju panowała całkowita ciemność i cisza, a w mojej głowie kręcił się rozpędzony kołowrotek myśli. Serce biło za szybko. Żołądek spięty, a ja nerwowo sprawdzałem telefon, czy muszę już wstawać, czy zaspałem, czy czegoś nie przeoczyłem. Nie było żadnego racjonalnego powodu, aby akurat teraz nie spać. Moje ciało wiedziało jednak swoje. Ono czuło zagrożenie.

Moje życie osobiste wtedy nagle mocno się skomplikowało. W tym samym momencie w biznesie wybuchł kryzys za kryzysem. Moja naturalna reakcja była prosta. Zaciskałem pięści, bo uznałem, że muszę uderzyć mocniej, biec szybciej i kontrolować każdy najmniejszy szczegół. Chciałem wygrać tę bitwę czystą siłą.

Najgorsze okazało się jednak coś innego. Całkowicie odebrałem sobie prawo do odpoczynku. Zwykłe nicnierobienie uważałem za stratę czasu i słabość. Każda minuta bezczynności rodziła we mnie potworne wyrzuty sumienia. Kiedy moje wycieńczone ciało odmawiało posłuszeństwa, czułem potężną winę. Zamiast regeneracji fundowałem sobie psychiczną chłostę. Myślałem, że robię za mało. A jak już odpoczywałem, to przy słuchaniu rozwojowych podcastów, psychologicznych książek itp., itd. Czy to był odpoczynek? Odpowiedź znasz.

Tamtej nocy leżałem w tej ciemności i nagle zrozumiałem coś co uderzyło mnie mocniej niż lewy sierpowy w twarz, a trochę ich przyjąłem trenując sporty walki.. Ja nawet nie wiem, z kim albo z czym właściwie walczę. Nie było tam nikogo ani niczego. Walczyłem z własnym cieniem i z oczekiwaniami, które przez lata pozwalałem sobie wkładać do głowy. Ta bitwa niszczyła mnie od środka, ponieważ przeciwnik nie istniał.

Wolność, gdy odpuszczasz

Wtedy podjąłem decyzję, która wcześniej wydała mi się szaleństwem, której najzwyczajniej w świecie się bałem w momencie jej podjęcia. Po prostu się zatrzymałem. Odciąłem się od wszystkiego i wziąłem ponad tydzień wolnego. Miałem tylko jeden cel. Przestać biec.

Jeżeli jedziesz szybko autem, które się psuje, to logiczniej jest zatrzymać się, naprawić je lub wsiąść do nowego, sprawnego i spokojnie odjechać, niż skakać podczas jazdy do innego, jadącego obok. Brzmi to banalnie, ale to z mojej perspektywy teraz. Wtedy wyglądało to całkiem inaczej.

Pozwoliłem sobie na wolne, na nicnierobienie i totalną odcinkę, ale pierwsze dni okazały się koszmarem. Mój układ nerwowy był tak rozregulowany, że nie potrafił odnaleźć się w nagłej ciszy. Ciało domagało się starej, toksycznej adrenaliny. Czułem gigantyczny stres. Musiałem bez przerwy powtarzać sobie w duchu proste zdania: mam prawo odpoczywać. Mogę mieć wolne. To moje prawo. Mogę nic nie robić, mogę robić, co mi się chce.

Po kilku dniach przyszedł głęboki przełom. Zacząłem wreszcie słuchać własnego organizmu. Kiedy czułem ochotę na sen, po prostu kładłem się spać. Gdy chciałem wyjść na spacer, wychodziłem. Kiedy potrzebowałem leżeć na podłodze, leżałem. Robiłem wyłącznie to, co było najlepsze w danej minucie. Stosowałem filozofię „daj se”: chciałem zjeść pizzę – jadłem pizzę, chciałem pojechać po paczkę żelek w środku dnia – to jechałem.

Wtedy odkryłem najważniejszą prawdę. Moja dotychczasowa walka trzymała mnie w pułapce trybu przetrwania. Prawdziwa siła nie ma nic wspólnego z wiecznie zaciśniętą szczęką. Prawdziwą siłą jest Twój wewnętrzny spokój. To on daje zupełnie nową, szeroką perspektywę. Kiedy świadomie odpuszczasz wojnę ze światem, zyskujesz wolność. Zaczynasz widzieć rzeczywistość taką, jaka jest naprawdę.

Cztery filary nowej tożsamości

Ten lekko ponad tydzień całkowitej ciszy i spokoju zmienił wszystko. Poczułem, jak może wyglądać moja prawdziwa kondycja fizyczna i psychiczna. Zobaczyłem, jak wielką mam w sobie kreatywność, gdy nie paraliżuje mnie permanentny lęk. Musiałem wrócić do codziennych obowiązków, ale postanowiłem, że zrobię to na własnych warunkach.Zrobiłem totalny reset, przemodelowałem każde moje działanie, przeanalizowałem moje przekonania, oraz dokładnie mój kalendarz, oraz w jaki sposób przygotowuję się do pracy, jak działam, kiedy czuje największą energie do pracy a kiedy największy spadek. Można by powiedzieć, że rozwaliłem wszystko na kawałki i zacząłem składać od nowa, ale to wszystko było definiowane, spokojem i konsekwencją.Zacząłem od postawienia twardych granic w pracy. Wprowadziłem sztywne godziny, w których jestem dostępny. Zadbałem o higienę snu. Kiedy pracowałem, działałem z pełną koncentracją. Kiedy kończyłem wyznaczony czas, całkowicie odcinałem się od zadań. Duże, stresujące projekty zacząłem dzielić na małe, proste kroki. Dałem sobie też pełne prawo do błędów. Zrozumiałem, że budowanie nowej tożsamości to długi proces, w który niepowodzenia po prostu się wplatają.Tak  narodziła się moja filozofia. Mentalna Garda, która z czasem ewoluowała i dzisiaj jest to system rozwoju emocjonalnej odporności oparty na czterech konkretnych filarach:

  • Focus oznacza uważność. Przestajesz uciekać przed rzeczywistością i zaczynasz obserwować swoje reakcje. Sprawdzasz, dlaczego konkretne sytuacje wywołują w Tobie lęk lub złość. Szukasz źródła, a nie walczysz z objawami.

  • Feel to powrót do kontaktu z własnym ciałem. Przestajesz blokować emocje. Uczysz się je czuć i świadomie regulować, ponieważ wiesz, że stłumiony gniew zawsze zamieni się w fizyczne napięcie.

  • Frame polega na budowaniu jasnych granic i nowej narracji. Uczysz się mówić „nie” bez najmniejszego poczucia winy. Twoje granice przestają być grubym murem, który odcina Cię od ludzi. Stają się mądrym filtrem. Wpuszczają dobro, zatrzymują toksyny.

  • Fortify to utrwalanie nowej postawy przez codzienne mikronawyki i rytuały. Dbasz o swój sen, oddech i czas na regenerację. To codzienne małe ruchy budują odporność psychiczną, a nie jednorazowe, wielkie deklaracje.

Spokój, który budzi respekt

Twoje otoczenie natychmiast zauważy zmianę. Moi współpracownicy zobaczyli człowieka, który zaczął myśleć w zupełnie inny sposób. W moich słowach pojawił się spokój, spójność i absolutna pewność. Odzyskałem jasność myślenia. Moja rodzina również poczuła, że mam całkowicie nową energię.

Oczywiście nie wszystkim ta zmiana się spodobała. Niektórzy bliscy mieli problem z akceptacją nowej rzeczywistości, bo moja transformacja wymusiła na nich proces zmiany. Musieli zderzyć się z moimi nowymi zasadami i wartościami, które przestały im pasować. Ludzie z natury nie lubią, gdy tracą nad kimś dotychczasową kontrolę lub poczucie wpływu.

Kiedy funkcjonujesz w trybie przetrwania, rządzisz się wyłącznie nagłymi emocjami i napięciem. Nie masz strategii ani klarowności. Przez to stajesz się niezwykle łatwym celem do manipulacji. Inni bez trudu wywierają na Ciebie wpływ, bo nie potrafisz się obronić.

Dopiero gdy zyskasz wewnętrzny spokój, poczujesz prawdziwą wolność. Przestajesz gonić i udowadniać swoją wartość całemu światu. Twój spokój to nie słabość czy uległość. To Twoja Garda. Ona budzi respekt i skutecznie chroni to, co dla Ciebie najważniejsze.

Pamiętaj też, że garda to nie mur, tylko filtr, dzięki któremu świadomie decydujesz o tym co do Siebie dopuszczasz.

Może kolejny?

Co działa mocniej niż słowa?

Znam wiele osób, które dużo czytają, słuchają podcastów, chodzą na warsztaty i wiedzą o sobie naprawdę dużo. Wiedzą, skąd wzięły się ich

1 komentarz

  • Dziękuję bardzo za ten temat.. Jest o mnie.. Wszystko co Pan opisał.. dotyczy mojej osoby, odczuć, emocji bycia w przetrwaniu ale dzisiaj jestem na etapie czterech filarów. Cieszę, się że o tym przeczytałam w artykule. ..To mnie utwierdza, że jestem na dobrej drodze..
    Jestem Panu wdzięczna .
    Pozdrawiam serdecznie.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *