A co jeżeli twój problem, nie jest twoim prawdziwym problemem?

8 kroków. Jedno pytanie, które zmienia wszystko.

Większość ludzi, którzy trafiają do gabinetu terapeutycznego, wie, co jest ich problemem. Albo myśli, że wie.

Tworzę i nauczam Change Value Process od lat. I to, co widzę najczęściej, to jeden niezmienny schemat: człowiek przychodzi z problemem, który jest tylko powierzchnią. Wierzchołkiem góry lodowej. A prawdziwy problem siedzi głębiej — i często nie jest tym, czego się spodziewamy.

Kiedy problem nie jest problemem

Weźmy konkretny przykład. Dziecko bije kolegę w szkole. Problem — agresja. Cel — żeby przestało.

Nauczyciel wzywa rodziców. Rodzice rozmawiają. Dziecko obiecuje. Sytuacja się powtarza.

To dlatego, że nikt jeszcze nie zapytał: co tak naprawdę jest problemem?

Drążąc dalej: dziecko jest rozgniewane. Dlaczego? Bo kolega sprowokował. Ale dlaczego gniew jest tak silny? Bo w tym dziecku nagromadziło się dużo. Dlaczego?

I tu rodzice często zatrzymują się bezradni. Ma wszystko. Zabawki, szkołę, kolegów.

Mądrzy rodzice siadają z dzieckiem i pytają. I w końcu słyszą: tata mi ciągle coś obiecuje, a tego nie daje. Podchodzę do niego, żeby porozmawiać — mówi zaraz, zaraz. I nie przychodzi. I tak ciągle.

Problemem nie była agresja. Problemem był brak. Celem nie była kara. Celem było: żeby tata realizował obietnice. Albo żeby dziecko było częściej przytulane.

I nie chodzi o raz, dwa razy dziennie. Chodzi o więcej.

Dotyk jest biologicznie konieczny. Bez stymulacji dotykowej układ nerwowy się nie rozwija prawidłowo. Dlatego w szpitalach wprowadzono kangurowanie — przytulanie dziecka tuż po narodzinach. Dlatego dzieci zawinięte w koc uspokajają się szybciej. To nie jest metafora. To fizjologia.

I ten mechanizm nie znika w dorosłości. Czytałem badania z okresu moich studiów psychologicznych: ogromna część bijatyk w więzieniach nie wynika z agresji — wynika z potrzeby dotyku fizycznego. Podświadomość i ciało mają tak dużą potrzebę dotyku, że zrobią wszystko, żeby go uzyskać. Nawet destrukcyjnymi drogami. Jeśli go nie ma — część ludzi wpada w pustkę. Część w gniew.

Podświadomość nie jest logiczna. Ale ma cel.

To jest punkt, który zmienia wszystko w pracy terapeutycznej.

Umysł, ciało i podświadomość generują emocje, nawyki i zachowania nie bez powodu. Generują je z intencją. Tylko że ta intencja jest ukryta — i zazwyczaj nieoczywista.

Wróćmy do dziecka, które biło kolegę. Pytam: po co biłeś? Bo chciałem zadać ból. Po co? Bo wtedy kolega będzie płakał. A po co? Kowalski poczuje się silniejszy. Po co silniejszy?

I tu — zazwyczaj po pięciu, dziesięciu poziomach — odkrywamy coś innego. Coś, czego nikt się nie spodziewał.

Bo jak będzie silniejszy, to ojciec go dostrzeże.

Nagle staje się jasne. Podświadomość dziecka doszła do własnej logiki: jeśli tata mnie ignoruje, muszę być twardy. Jeśli jestem twardy, tata zwróci na mnie uwagę. Jak mam być twardy — pobiję kolegę.

Czy to logiczne? Nie. Czy celowe? Tak.

Inny przykład, zupełnie inny. Kobieta po traumie seksualnej nie rozumie, dlaczego od lat przybiera na wadze. Żadna dieta nie działa. Żaden trening. Po kilku latach waży 150 kilogramów — i nie wie dlaczego.

W podświadomości jest zaszyty mechanizm: jeśli się zaniedbam, jeśli będę otyła, to nikt mnie nie będzie pożądał. Nikt mnie nie skrzywdzi.

To nie jest słabość. To jest mechanizm ochronny. Inteligentny — z perspektywy przeżytego bólu. Destrukcyjny — z perspektywy teraźniejszości.

I dopóki terapeuta nie dotrze do tej intencji, zmiana jest niemożliwa. Podświadomość robi swoje — wiernie, konsekwentnie, bez wiedzy tej osoby.

Zmiana nie dzieje się w głowie. Dzieje się w ciele.

To jest coś, czego w naszej kulturze nie umiemy przyjąć.

Rozmawiamy. Analizujemy. Wyciągamy wnioski. I myślimy, że skoro to logiczne, to zmiana nastąpi.

Często nie nastąpi.

Podświadomość mówi językiem metafory, obrazu, odczucia — nie argumenty. Kiedy pracuję z człowiekiem na głębszym poziomie, pytam: to uczucie w tobie jest jak co? I słyszę: jak bulgoczący wulkan z czarną lawą.

I wtedy pracuję z tym wulkanem. Nie z historią. Z obrazem.

Dopiero po takiej pracy pojawia się to, do czego dążymy. Osoba mówi: czuję się jakbym był 10 kilo lżejszy. Jakbym coś zdjął z barków. Jakbym miał przestrzeń w głowie. Czuję, że moje kolana są stabilne, mam korzenie w ziemi.

Albo: w pewnym momencie potrzebuję przytulić siebie samego. I to przytulenie jest ważniejsze niż cokolwiek, o czym rozmawialiśmy przez ostatnią godzinę.

Albo: zaciśnięcie pięści i poczucie, że dam radę.

To nie są małe rzeczy. To są rzeczy, których wiele osób nigdy wcześniej nie doświadczyło.

Osiem kroków. Cztery logiczne: odkrycie prawdziwego problemu, prawdziwego celu, źródła w przeszłości lub teraźniejszości, wniosków z doświadczeń. I cztery podświadome: odkrycie intencji emocji, dotarcie do głębokiego czucia, praca z metaforą, zmiana w ciele.

Nie zawsze trzeba przez wszystkie przechodzić po kolei. Czasami rewolucja dzieje się podczas jednej sesji. Czasami jeden krok trwa dziesięć. Ale droga jest zawsze ta sama.

Pytanie tylko, czy masz kogoś, kto umie cię przez nią przeprowadzić.

Może kolejny?

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *