W te święta, między mazurkiem a spacerem z rodziną, sięgnęłam po książkę, do której wracam od lat — “Dlaczego zebry nie mają wrzodów” Roberta Sapolsky’ego. Jest coś kojącego w sposobie, w jaki pisze o biologii stresu. Z jednej strony to dowcipny naukowiec z luźnym językiem. Z drugiej, chirurgicznie precyzyjny w pokazywaniu, jak cywilizacja zbudowała sobie nową dżunglę, w której to nie lwy, ale faktury, oczekiwania i niewypowiedziane emocje stają się drapieżnikami.
Dlatego ta lektura przypomniała mi, jak bardzo potrzebujemy rozmowy o stresie psychologicznym. Nie tej powierzchownej, „wszystko będzie dobrze, zrób sobie herbatę z melisy”, ale tej głębokiej i uczciwej. O prawdziwych kosztach życia w stanie niekończącego się alarmu.
Biologia stresu — co mówi Sapolsky?
W świecie zwierząt stres jest prosty. Szybki, intensywny, zrozumiały. W momencie zagrożenia, na przykład gdy lew zbliża się do stada zebr, organizm wchodzi w tryb przetrwania. Przyspiesza tętno, zwiększa się ciśnienie krwi, glukoza zalewa mięśnie. Po kilku minutach jest po wszystkim. Albo zebra przeżyje, albo nie. Tak właśnie działa stres biologiczny. Ma początek, środek i koniec.
A my?
My natomiast potrafimy myśleć o jutrzejszym spotkaniu z szefem tak, jakby to był nadchodzący atak lwa. Potrafimy odtwarzać w głowie kłótnię z partnerem jak scenę z dramatu, który nie znajduje finału. Co gorsza, potrafimy przez dni, tygodnie, a nawet miesiące żyć w stanie napięcia, jakby zaraz miało wydarzyć się coś złego.
I bardzo często nic się nie dzieje. Ale organizm nie odróżnia realnego zagrożenia od myśli o zagrożeniu. Włącza ten sam alarm, dzień po dniu. W rezultacie, w odróżnieniu od zebr, my te wrzody mamy.
Jak stres psychiczny objawia się w trakcie sesji terapeutycznej?
Klienci, z którymi pracuję, rzadko przychodzą i mówią: „mam problem ze stresem”. Raczej mówią, że:
- boli ich brzuch,
- nie śpią,
- czują w klatce piersiowej dziwne ściśnięcie,
- nie mogą się skupić,
- są rozdrażnieni,
- czują coś „niewidzialnego”, co ich trzyma.
Zazwyczaj próbują to jeszcze racjonalizować.
„To przecież normalne, każdy tak ma”, „To tylko taki czas”, „Muszę się spiąć, przejść przez to”.
W rzeczywistości jednak to sygnały, których nie warto ignorować. Pamiętam jedną klientkę, nazwijmy ją Anna. Przyszła z powodu bezsenności. Od dwóch lat nie przespała całej nocy. Budziła się kilka razy, z uczuciem, że coś się zaraz stanie. Nie miała depresji, nie potrafiła wskazać konkretnego powodu. Po prostu czuła się stale napięta.
W pracy była świetna. Osiągała cele, miała autorytet. Jednak gdy zapytałam ją, kiedy ostatni raz poczuła się spokojna, zamilkła. I rozpłakała się. Bo nie pamiętała.
Co czuje ciało w odpowiedzi na psychiczny stres?
Ciało nie rozumie „muszę”. Ciało nie umie w racjonalizację. Ono słyszy jedno: „jest zagrożenie”. I zaczyna reagować.
Wysyła sygnały przez:
- spięte barki,
- bóle żołądka,
- migreny,
- płytki oddech,
- uczucie dławienia w gardle.
To nie są objawy niemocy. Wręcz przeciwnie — to objawy heroicznej walki organizmu, który codziennie próbuje przetrwać w świecie, gdzie stres nie ma końca.
Przeciążony system alarmowy
Sapolsky pisze, że nasz stres psychologiczny to luksus ewolucji. Zwierzęta nie roztrząsają przeszłości ani nie planują długoterminowo, nie roztrząsają rozmowy z teściową z zeszłego weekendu, nie analizują, co powiedziały za dużo albo za mało. My natomiast żyjemy w ciągłym dialogu wewnętrznym. My mamy kalendarze, skrzynki mailowe i wyobrażenia na swój temat. I bardzo często najgorszym przeciwnikiem nie jest sytuacja, ale nasze myśli o niej.
To, co sobie:
- dopowiadamy,
- nakazujemy,
- wyobrażamy,
- analizujemy,
to właśnie wywołuje największe napięcie.
Wewnętrzne oczekiwania — ukryte źródło stresu
Wielu moich klientów żyje w przekonaniu, że:
- trzeba być idealnym rodzicem,
- zarabiać więcej,
- nie zawieść nikogo,
- znać odpowiedź na każde pytanie,
- zawsze zachować spokój.
Stres psychologiczny to nie tylko reakcja na świat zewnętrzny. W tym teatrze grają nie tylko szefowie i rachunki, ale też wewnętrzne przekonania. To bardzo często reakcja na własne oczekiwania wobec siebie. I to właśnie one bywają najbardziej obciążające.
A może wystarczą trzy minuty?
Zaproponuj komuś, żeby:
- przez trzy minuty dziennie świadomie oddychał,
- zatrzymał się i sprawdził, jak się czuje…
Najczęściej usłyszysz:
„Nie mam czasu”, „To nie działa”, „To za mało”.
Tymczasem to nieprawda. To działa. Po prostu nie jesteśmy przyzwyczajeni do łagodności. Wydaje nam się, że trzeba spektakularnych zmian, przełomów, detoksów, wyjazdów, terapii na Bali. A czasem wystarczy, by ktoś powiedział:
„Widzę, że jesteś zmęczona. Odpocznij.”
Czego naprawdę potrzebujemy?
Nie chodzi tylko o to, by się uspokoić.
Chodzi o:
- odzyskanie poczucia bezpieczeństwa,
- zgodę na brak kontroli,
- wsłuchanie się w ciało,
- budowanie nowej relacji z samym sobą.
Jednak problem w tym, że nikt nas tego nie nauczył.
Zakończenie — zaproszenie do rozmowy
To nie jest artykuł o technikach antystresowych. To nie jest też tekst, który da Ci rozwiązanie w pięć kroków.
To tylko przypomnienie, że:
- stres psychologiczny jest realny,
- zostawia ślady w ciele, w psychice, w relacjach,
- nie jesteś z tym sam/a.
Jeśli zebra potrafi uciec przed lwem, a potem spokojnie skubać trawę, Ty też masz w sobie tę mądrość.
Trzeba tylko nauczyć się słuchać swojego ciała.
I nie bagatelizować tego, co mówi.
Jeśli ten tekst coś w Tobie poruszył, jeśli widzisz w tych wyrazach kawałek siebie — odezwij się.
Może wspólnie uda się sprawić, by Twój system alarmowy nauczył się, że nie musi być w gotowości cały czas.
Nie musisz z tym być sam/a.
Czasem pierwszy krok to po prostu rozmowa.
Sapolsky, R. M. (2010). Dlaczego zebry nie mają wrzodów. Warszawa: Wydawnictwo CiS.



1 komentarz
Świetny artykuł, dziękuję za tę chwilę refleksji i inspiracji. 3 minuty to niewiele, a jednocześnie tak trudno jest je znaleźć. Po jakimś czasie praktyki takiego zatrzymania staje się ono naszą naturalna reakcją w coraz większej ilości sytuacji, tak więc warto.