Dlaczego 2 stycznia jest bardziej prawdziwy niż 1 stycznia?

Nowy Rok ma w sobie dziwną magię. Jeszcze wczoraj wszystko było „jak zawsze”, a 1 stycznia – choć świat wygląda identycznie – w wielu osobach pojawia się myśl: może dałoby się inaczej.
I bardzo często to właśnie 2 stycznia jest bardziej prawdziwy niż 1. Mniej obietnic, mniej entuzjazmu, więcej codzienności. I być może właśnie dlatego to lepszy moment, by naprawdę się zatrzymać.

Piszę ten artykuł miesiąc po udziale w panelu dyskusyjnym promującym kampanię „Twój Fotel”. To była rozmowa, która długo we mnie rezonowała, szczególnie teraz, na początku roku, gdy zamiast świeżego startu wiele osób czuje raczej zmęczenie i przeciążenie. Ten tekst jest zapisem moich przemyśleń po tamtym spotkaniu. Przy okazji zapraszam do obejrzenia nagrania z panelu: Co zrobić, gdy życie przytłacza? – Panel Dyskusyjny “Twój Fotel”

Zmiana rzadko zaczyna się od postanowień

Chcemy, żeby nowy rok coś załatwił za nas. Żeby 1 stycznia był symbolicznym resetem, który przyniesie więcej energii, spokoju, lepsze relacje i poczucie sensu. A kiedy to się nie dzieje, bardzo łatwo uznać, że „znów się nie udało”.

Tymczasem prawdziwa zmiana rzadko zaczyna się od rewolucji. Częściej zaczyna się od momentu, w którym przestajemy się poprawiać i zaczynamy uczciwie przyglądać temu, jak jest. Bez presji. Bez planu naprawczego. Z ciekawością zamiast oceny.

Czym jest kampania „Twój Fotel”

Kampania „Twój Fotel” powstała z bardzo prostego doświadczenia: każdy z nas każdego dnia gdzieś siada, ale rzadko w miejscu, w którym naprawdę się zatrzymuje.
Ten „fotel” jest symbolem przestrzeni, w której nie trzeba niczego udowadniać. Nie trzeba być silnym, ogarniętym ani produktywnym. Można być zmęczonym, zagubionym, wątpiącym.

Dla jednych będzie to chwila ciszy w domu. Dla innych rozmowa z terapeutą. Dla jeszcze innych pierwszy moment, w którym ktoś mówi na głos: nie daję już rady tak jak dotąd.
Podczas panelu wielokrotnie wracało jedno zdanie: każdego dnia siadamy w wielu miejscach, ale omijamy to jedno, od którego zaczyna się zmiana.

Dlaczego tak trudno się zatrzymać

Zatrzymanie nie jest neutralne. Kiedy naprawdę siadamy, bardzo szybko pojawiają się emocje, które wcześniej łatwo było zagłuszyć działaniem. Zmęczenie, napięcie, lęk, złość, wstyd. Pytania, na które nie ma szybkiej odpowiedzi.

Dlatego tak często uciekamy w kolejne obowiązki i kolejne „muszę”. Działanie daje chwilowe poczucie kontroli. A jednak paradoks polega na tym, że ulga bardzo rzadko pojawia się w biegu. Częściej przychodzi wtedy, gdy przestajemy uciekać. Nie dlatego, że problemy znikają, ale dlatego, że nie jesteśmy z nimi sami.

Kiedy pojawia się myśl o terapii

W tym miejscu naturalnie pojawia się myśl o wsparciu. O rozmowie z kimś z zewnątrz. O terapii.
I bardzo często właśnie wtedy uruchamiają się opory. Nie dlatego, że ktoś „nie wierzy” w terapię, ale dlatego, że wokół niej narosło wiele mitów, które skutecznie zniechęcają do pierwszego kroku.

Najczęstsze mity, które zatrzymują ludzi przed terapią

„To tylko rozmowa, przecież mogę pogadać z kimś bliskim”
Rozmowy z bliskimi są ważne. Czasem jedyne, co trzyma nas na powierzchni. A jednocześnie wiele osób zna to uczucie, kiedy w trakcie takiej rozmowy zaczyna ważyć każde słowo, żeby kogoś nie zmartwić, nie przeciążyć, nie zawieść.
Terapia daje inną jakość rozmowy. Taką, w której nie trzeba być ostrożnym ani „w porządku”.

„Mam rodzinę, przyjaciół, dam sobie radę”
To zdanie często mówi więcej o sile niż o braku potrzeby. O przyzwyczajeniu do radzenia sobie. O braniu odpowiedzialności nie tylko za siebie, ale i za emocje innych.
Relacja terapeutyczna jest inna. Nie trzeba w niej nikogo chronić ani uspokajać. Można po prostu być.

„To było dawno, nie ma sensu do tego wracać”
To bardzo zrozumiałe. Nikt nie chce wracać do rzeczy, które bolały. A jednak ciało często pamięta to, co głowa wolałaby zostawić w spokoju.
Terapia nie polega na rozdrapywaniu przeszłości, tylko na zauważeniu, jak bardzo to, co było, wciąż wpływa na to, jak dziś reagujemy.

„Na terapię chodzą ludzie, którzy naprawdę sobie nie radzą”
Wiele osób, które trafiają na sesje, radzi sobie aż za dobrze. Przez lata. Kosztem siebie.
Terapia nie jest dowodem słabości. Często jest momentem, w którym ktoś przestaje udowadniać, że da radę sam.

„To pewnie będzie bardzo trudne”
Czasem jest. Czasem bywa lżej, niż się spodziewamy. Ale jedno powtarza się bardzo często: ulga, że w końcu nie trzeba już wszystkiego trzymać w środku.

„Terapeuta będzie mi mówił, co mam zrobić”
To też częsta obawa. A jednak w terapii rzadko chodzi o gotowe odpowiedzi. Raczej o to, żeby w bezpiecznej relacji usłyszeć własne.

Kiedy życie przytłacza

Bardzo często ludzie zgłaszają się na terapię nie z konkretnym problemem, ale z poczuciem: coś jest nie tak. To wystarczający powód, by się zatrzymać.

Na początek wystarczą dwa pytania:
Co mnie teraz naprawdę przytłacza?
Czego teraz naprawdę potrzebuję?

Jeśli odpowiedź nie przychodzi, to też jest odpowiedź. Często znak, że jesteśmy zbyt długo w trybie przetrwania i potrzebujemy wsparcia, by dotrzeć głębiej.

2 stycznia wystarczy

Nowy rok nie potrzebuje perfekcji ani spektakularnych postanowień.
Czasem najlepszym początkiem jest chwila ciszy i decyzja, by przestać odkładać siebie na później.

Czasem wystarczy po prostu usiąść.
W swoim fotelu.
W fotelu terapeutycznym.
W miejscu, w którym można być sobą.

Nie zostawiaj tego miejsca pustego.


Nie życzę Ci, żeby ten rok był idealny. Życzę, żeby był prawdziwy. Taki, w którym jest miejsce na zmęczenie, wątpliwości i pytania, ale też na wsparcie i ulgę.Taki, w którym nie trzeba udawać, że wszystko jest w porządku.

Może kolejny?

Bycie smutnym jest ok.

Odruchową reakcją i przejawem ludzkiej empatii jest współodczuwanie. W szczególności gdy ktoś jest smutny lub płacze. Jest to atawistyczny odruch, który ma nas

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *