O sile wsparcia, które płynie z bycia razem.

Czasem wydaje nam się, że jesteśmy jedyni na świecie z tym, co czujemy. Że tylko nam trudno wstać rano z łóżka, choć nie ma konkretnego powodu. Że tylko my wracamy z pracy i wchodząc do mieszkania mamy ochotę położyć się na kanapie i zniknąć. I nie chodzi nawet o jakiś dramatyczny kryzys. To bardziej ciche, przewlekłe zmęczenie. Czasem samotność, która boli bardziej, bo nie ma konkretnej formy. Bo przecież obok są ludzie – partner, dzieci, znajomi. A jednak nie ma nikogo, komu naprawdę chciałoby się powiedzieć: „Wiesz, ostatnio czuję się… nijak. I nie wiem, jak długo jeszcze tak pociągnę.”

Kiedy rozmawiam z ludźmi, często słyszę, że nie mają przestrzeni, żeby mówić o tym, co trudne. Bo nie chcą obciążać, bo czują, że nie wypada, bo myślą, że to nie takie wielkie rzeczy, żeby robić z tego temat. I ja to rozumiem. Przez wiele lat naszej kultury byliśmy uczeni, że silny człowiek radzi sobie sam, że emocje to coś, co pokazuje się tylko w bezpiecznych dawkach. A przecież tak nie działa życie. Emocje mają swoją wagę. One się nie rozpływają, kiedy je ignorujemy. One chowają się głębiej i tam rosną.

Słyszałam historie kobiet, które przez lata nosiły w sobie żal po utraconych relacjach, które się rozpadły bez wyjaśnienia, miłościach, które zostały bez słowa. I w tym wszystkim były same. Nie dlatego, że nie miały nikogo, tylko dlatego, że nie miały gdzie o tym powiedzieć tak „na serio”. Bez oceny. Bez rad. Bez poprawiania nastroju.

Znam też mężczyzn, którzy latami funkcjonowali na najwyższych obrotach (dom, praca, rachunki, obowiązki), a potem pewnego dnia poczuli, że nie mają już siły wstać z łóżka. I nagle cała ich konstrukcja, ten obraz osoby, która daje radę, zaczęła się kruszyć. I zamiast pomocy dostawali: „No nie przesadzaj”, „Odpocznij sobie w weekend”. A to nie o weekend tu chodzi. Tylko o to, że w środku nosimy ciężar, którego nikt nie widzi. I coraz trudniej udawać, że go nie ma.

Dlatego właśnie zaczęłam myśleć o stworzeniu grupy wsparcia. Nie jako miejsca, gdzie się „rozwiązuje problemy”. Ale jako przestrzeni, gdzie można wreszcie odłożyć zbroję. Usłyszeć siebie. I usłyszeć innych. Poczuć, że to, co się dzieje wewnątrz, to nie fanaberia, to nie słabość. To po prostu ludzkie życie.

Wiem, że wiele osób ma obawy przed taką formą spotkań. Bo jak to tak mówić o sobie przy innych? Co, jeśli się popłaczę? Co, jeśli nie będę umiał nic powiedzieć? I to są całkowicie naturalne lęki. Ale grupa nie wymaga gotowości. Grupa nie zmusza do mówienia. Można po prostu być. Można milczeć. Można słuchać. A z czasem z tej obecności rodzi się coś niezwykłego. Taka delikatna nić, która zaczyna łączyć. I nagle ktoś mówi coś, co dokładnie czujesz, ale nie wiedziałaś/eś, jak to ubrać w słowa. I wtedy masz ochotę spojrzeć i powiedzieć: „Dziękuję, że to powiedziałeś. Ja mam tak samo.”

W jednej z rozmów usłyszałam zdanie, które mnie poruszyło: „Nie mam już siły być dzielna.” I pomyślałam, jak wiele osób to czuje, a nie ma gdzie tego wypowiedzieć. Jak wiele z nas wciąż próbuje trzymać się w pionie, kiedy w środku wszystko się rozpada. I jak bardzo potrzebujemy ludzi, którzy nie będą od nas oczekiwać nic poza prawdą.

Grupa wsparcia to nie są przypadkowi ludzie wrzuceni do jednego pokoju. To spotkanie. Prawdziwe. I jeśli dobrze poprowadzone, może być doświadczeniem, które zmienia więcej, niż się spodziewaliśmy. To nie jest magiczne rozwiązanie. To proces. Ale w tym procesie dzieją się mikro-przemiany. Uczymy się mówić o emocjach. Uczymy się słuchać, nie oceniając. Uczymy się być blisko, nie próbując nikogo naprawiać. Uczymy się regulować emocje w najzdrowszy dla nas sposób.

I co najważniejsze, uczymy się tego, że nie jesteśmy sami. Bo najczęściej właśnie to jest największym bólem. Nie nasze emocje, nie trudne doświadczenia, ale to, że jesteśmy z nimi sami.

Chcę stworzyć miejsce, w którym ta samotność trochę się rozpuszcza. W którym można oddychać lżej, choćby przez 1,5 godziny w tygodniu. Gdzie nie trzeba się spieszyć ani udowadniać, że już jest się „po tej drugiej stronie mocy”. Można być w procesie. W rozpadzie. W chaosie. I zostać przyjętym.

Nie wiem, czy to coś dla Ciebie. Może to jeszcze nie ten czas. A może właśnie jest. Tylko jeszcze o tym nie wiesz. Przemyśl to.

Jeśli ten tekst coś w Tobie poruszył, jeśli poczułeś lub poczułaś: „To o mnie” – zapraszam Cię. Zajrzyj tutaj: Terapeutyczna Grupa Wspracia – praca z trudnymi emocjami. Zobacz, poczuj. I jeśli uznasz, że to może być Twój krok – będę na Ciebie czekać. Bez pośpiechu. Bez presji. Po prostu – z otwartością.

Może kolejny?

Bycie smutnym jest ok.

Odruchową reakcją i przejawem ludzkiej empatii jest współodczuwanie. W szczególności gdy ktoś jest smutny lub płacze. Jest to atawistyczny odruch, który ma nas

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *